poniedziałek, 21 grudnia 2015

Z czym do biura – część 3

Przyszła pora na zaprezentowanie pakietów biurowych. Mamy tu do czynienia z mniej lub bardziej zintegrowanymi zestawami programów zawierającymi obowiązkowo procesor tekstu i arkusz kalkulacyjny, oraz (zwykle) program do tworzenia prezentacji, jakiś edytor grafiki, często bazę danych i czasem inne moduły. Chciałbym tutaj przedstawić kilka takich pakietów, przy czym podstawowym kryterium wyboru będzie nie tylko ich funkcjonalność, ale również możliwość uruchamiania i wydajnej pracy na starym sprzęcie komputerowym, pod kontrolą Windows 98 lub nawet starszych wersji. Wymagam też żeby oprogramowanie było możliwe do uzyskania za darmo lub za niewielkie pieniądze, w końcu przecież nikt nie będzie inwestował w stary komputer.

Od razu, żeby nie było nieporozumień: nie będę tutaj pisał o Microsoft Office, chociaż to bardzo dobre (niektórzy uważają, że najlepsze) oprogramowanie, zaś starsze wersje pracują z powodzeniem pod Windows 98 na leciwym sprzęcie. Jeśli ktoś ma wykupioną licencję, może sobie używać. Jeśli jednak nie ma, to zdobycie starszych wersji pakietu może być bardzo trudne: Microsoft bardzo „ostro” pilnuje praw autorskich i dystrybucji swojego oprogramowania. Nie ma mowy o dołączeniu nawet bardzo starych wersji jako „bonusu” do jakiejś gazety, nie ma mowy o żadnym oprogramowaniu „porzuconym”, udostępnianiu kodu źródłowego i tym podobnych pomysłach. Firma próbuje nawet kontrolować rynek wtórny (do czego według regulacji w większości krajów europejskich nie ma prawa), a zainteresowany nabyciem bezpośrednio od partnerów Microsoftu może spotkać się z propozycją zakupu najnowszej wersji pakietu, co daje prawo do „downgrade-u”. To tak, jakbym musiał kupić, powiedzmy, nowego Fiata 500, żeby mieć prawo jeździć „Maluchem”. Dziękuję, nie skorzystam.

Perfect Works 2.1

Na początek miało być trochę egzotyki. Chciałem opisać pakiet Perfect Works 2.1 firmy Novell, który pojawił się na rynku w 1995 roku, aby zniknąć rok później. Oprogramowanie to jest niesamowicie wydajne, przy naprawdę minimalnych wymaganiach systemowych. Jako takie jest wręcz stworzone dla „zabytkowych” komputerów.

Rozpocząłem jednak przygotowywanie tego tekstu przy pomocy Perfect Works, trochę dla zabawy, a trochę żeby sobie przypomnieć „z czym to się je”. Początkowo wszystko szło bardzo dobrze, ale po jakimś czasie przyszła mi ochota wzbogacić tekst widocznymi tutaj zrzutami ekranów. Właściwie nie musiałem tego robić: przy przenoszeniu materiału do bloga i tak będę wstawiał „czysty” tekst, a dopiero potem importował grafikę. Cóż się jednak stało? Przy próbie zamknięcia programu i zapisania pliku pokazał się komunikat o wystąpieniu błędu. Pomyślałem, że to przypadek. Otworzyłem ponownie plik i powtórzyłem operację: efekt ten sam. Kończę więc opis, na niestabilne oprogramowanie nie ma tutaj miejsca.

StarOffice5.2

No, ten pakiet to naprawdę namieszał! W 1999 roku Sun Microsystems wykupił Star Division – firmę oferującą w owym czasie za darmo oprogramowanie StarOffice 5.1. Był to rozbudowany, funkcjonalny pakiet aplikacji biurowych przeznaczony dla systemów operacyjnych Windows 95, OS/2, Linux, i Solaris. Niedługo potem, w pażdzierniku 2000 roku Sun wypuścił, wersję 5.2, jeszcze bardziej rozbudowaną i dopracowaną, mogącą pracować pod kontrolą Windows 95, 98. NT, 2000, Linux i Solaris. Od siebie dorzucę Windows XP, którego w 2000 roku jeszcze nie było, ale StarOffice bez problemu pracuje pod kontrolą tego systemu. Ta wersja również była oferowana za darmo.

Dopiero się szum zrobił! Najgłośniej krzyczeli oczywiście przedstawiciele Microsoftu, no bo jak można za darmo rozdawać oprogramowanie mogące realnie konkurować z jednym z ich flagowych produktów – Microsoft Office! Ja jednak, jako „zwykły" użytkownik, byłem zadowolony: nareszcie mogłem mieć dostęp do wysokiej jakości pakietu biurowego bez konieczności wydawania wielu tysięcy złotych.

Zobaczmy zatem, czy było o co kopie kruszyć. Pakiet zawiera:
  • StarOffice Desktop (pulpit, o którym tu jeszcze będzie mowa)
  • StarOffice Writer (procesor tekstu)
  • StarOffice Calc (arkusz kalkulacyjny)
  • StarOffice Draw (edytor grafiki wektorowej)
  • StarOffice Impress (przygotowywanie i odtwarzanie prezentacji)
  • StarOffice Base (baza danych)
  • StarOffice Schedule (kalendarz i organizator)
  • StarOffice Mail (obsługa poczty elektronicznej)
  • StarOffice Discussion (obsługa internetowych grup dyskusyjnych)
  • StarOffice Player (odtwarzacz prezentacji dla komputerów z niezainstalowanym Impressem)
  • StarOffice Schedule Server (dostęp do wspólnego kalendarza dla wielu użytkowników sieci komputerowej)
  • Przeglądarkę stron WWW wykorzystującą własny „silnik” renderujący, lub zainstalowany w systemie Internet Explorer
Jak z tego widać, przynajmniej jeśli chodzi o zawartość, StarOffice nie ustępuje pakietowi firmowanemu przez Microsoft. Jeśli zaś chodzi o funkcjonalność... W momencie ukazania się StarOffice 5.2, na komputerach użytkowników królował Microsoft Office w wersjach 97 (wydany w 1991 roku) i 2000 (1999 rok). Niedługo potem ukazał się Microsoft Office XP. Porównania StarOffice z tymi pakietami nie dało się uniknąć. Jednym z podstawowych zarzutów było wolniejsze uruchamianie programu oraz niższa wydajność w porównaniu z konkurencją z Redmond. Kolejne dotyczyły niższej funkcjonalności poszczególnych aplikacji. Szczególnie użytkownicy Excela ostro krytykowali Calc za brak niektórych narzędzi do których zdążyli się przyzwyczaić, problemy z obsługą bardzo dużych arkuszy oraz brak kompatybilności języka makrodefinicji, praktycznie uniemożliwiający konwersję zaawansowanych projektów z Excela. Kontrowersje budziło też wykorzystanie w charakterze bazy danych programu ADABAS D (bo tym jest w istocie StarOffice Base) wywodzącego się z dużych systemów i zupełnie niekompatybilnego z Microsoft Access. Wreszcie – użytkownikom Windows nie spodobała się koncepcja zastępowania systemowego pulpitu odpowiednikiem ze StarOffice, a nawet element ten był uważany (jak się okazało – niesłusznie) za przyczynę wolnego działania całego pakietu. Firma Sun miała w tym jednak swoje wyrachowanie: dzięki własnemu pulpitowi pakiet wygląda i działa identycznie na wszystkich obsługiwanych platformach systemowych.

Tu muszę dorzucić swoje „trzy grosze”: integrację pulpitu StarOffice z Windows wspomaga proces sointgr.exe uruchamiający się automatycznie podczas startu systemu. Odpowiada on za „przechwytywanie” ikon zasobnika systemowego (w prawym dolnym rogu ekranu). Moim zdaniem proces ten wpływa destabilizująco na działanie systemu operacyjnego i lepiej się go pozbyć. W tym celu klikamy „Start” → „Uruchom”, wpisujemy polecenie „sointgr.exe -u” i klikamy OK. Począwszy od następnego startu systemu proces nie będzie uruchamiany.

No to o wadach napisałem, a czy StarOffice ma w ogóle jakieś zalety? Przede wszystkim jedna zasadnicza: to naprawdę porządny pakiet oprogramowania biurowego, dostępny za darmo, w dodatku bez zastrzeżenia do użytku prywatnego. To znaczy, że można go używać również w firmach. Wprawdzie polscy urzędnicy skarbowi wpadli na „genialny” pomysł, że StarOffice należy obłożyć podatkiem, wykorzystując przepis o nieodpłatnym użyczeniu i szacując wartość pakietu na podstawie wartości Microsoft Office, bo do tego samego służy (to tak, jakby szacować wartość Trabanta na podstawie ceny Mercedesa, bo też ma cztery koła i jeździ), ale mam nadzieję, choć niestety nie pewność, że podobne „kwiatki” należą już do przeszłości.

Wracając do aspektów technicznych, mnie osobiście podoba się edytor graficzny. Nadaje się do naprawdę poważnych zastosowań, nawet do rysunku technicznego. Wprawdzie w PowerPoincie Microsoftu też można rysować, ale do przyjemności to nie należy (próbowałem).

Ponadto odpowiada mi ogólna „filozofia” pakietu polegająca na intuicyjności obsługi (pozycje menu i ikony wywołujące poszczególne funkcje znajdują się tam, gdzie doświadczony użytkownik spodziewa się je znaleźć) oraz swoistym „posłuszeństwie” użytkownikowi. Żeby wyjaśnić, co mam na myśli, odwołam się znowu do porównania z Microsoft Office. Ten ostatni pakiet jest wręcz naszpikowany różnymi kreatorami, „czarodziejami” i automatami, które początkującemu użytkownikowi mają ułatwić pracę. Biada tylko, jeśli użytkownik będzie chciał sformatować dokument „po swojemu”, w sposób nie przewidziany przez programistów z Microsoftu. Może stracić bardzo dużo czasu próbując robić swoje, a Office będzie „poprawiał”, zgodnie z wbudowanymi schematami. Ja wolę, żeby komputer nie próbował „myśleć” za mnie, ale w sposób jednoznaczny wykonywał moje polecenia. Takiej koncepcji znacznie bliższy jest StarOffice.

Czy jednak pakiet oprogramowania sprzed piętnastu lat może mieć dzisiaj jakąkolwiek wartość? No cóż: trochę się jednak zestarzał. Przede wszystkim nie ma żadnego sensu próbować w nim przeglądania stron internetowych, obsługa poczty elektronicznej natrafia na trudności ze względu na brak obsługi autoryzacji SMTP (można to obejść, instalując na przykład program SMTPauth), utrudniona jest wymiana dokumentów w postaci elektronicznej z użytkownikami nowszego oprogramowania, ale wszystko inne działa jak dawniej. Polecam go przede wszystkim dla słabych konfiguracji sprzętowych. Już procesor Pentium 100 MHz i kilkadziesiąt megabajtów pamięci RAM wystarczy do uruchomienia i w miarę wydajnej pracy StarOffice.

Właśnie redaguję ten tekst w Star Writerze (po porzuceniu PerfectWorks) na moim notebooku Toshiba 3440CT z procesorem Pentium III i 192 MB RAM (a to są przecież z dzisiejszego punktu widzenia parametry złomu) i praca jest bardzo wydajna. Program reaguje natychmiast na wywoływane funkcje, formatowanie tekstu odbywa się na bieżąco, bez żadnych opóźnień, nawet włączona automatyczna korekta błędów pisowni nie spowalnia pracy. Możecie powiedzieć to samo o oprogramowaniu aktualnie używanym na waszych supermaszynach?

Zapraszam, żeby się przekonać osobiście, jak wielkie możliwości ma StarOffice 5.2 i jak wydajnie pracuje nawet na bardzo starym sprzęcie. Co nie znaczy, że nie warto go zainstalować na nowym komputerze, stanie się wtedy prawdziwą „rakietą”. Oprogramowanie jest obecnie trudne do znalezienia, zwłaszcza w wersji polskiej, dlatego komplet plików instalacyjnych umieściłem tutaj. Miłego pobierania.

W październiku 2000 roku Sun opublikował kod StarOffice powołując jednocześnie do życia projekt OpenOffice.org. Coś wam to mówi? Linia StarOffice była jednak rozwijana dalej aż roku 2008, kiedy to ukazała się wersja 9. Było to oprogramowanie komercyjne, mnie zupełnie nieznane, pora więc kończyć ten opis.

OpenOffice 1.1.2

Właściwie to chciałem w tym miejscu przypomnieć OpenOffice 1.0, pakiet oprogramowania powstały po „uwolnieniu” kodu StarOffice. Właściwie był to okrojony StarOffice, nie zawierający bazy danych (Sun nie mógł opublikować kodu ADABAS D, gdyż nie był jego właścicielem), a także wspólnego pulpitu. Wersja ta jednak nie zachowała się w moich zbiorach, w zamian za to umieściłem tutaj polską wersję 1.1.2. Jest to kompilacja firmy UX Systems, różniąca się od oryginału między innymi zintegrowanym polskim słownikiem ortograficznym (w wersji Openoffice.org trzeba go było doinstalowywać oddzielnie).

Oprogramowanie to ma dla mnie wartość jedynie historyczną, chociaż jest to dopracowany pakiet biurowy świetnie nadający się na słabsze maszyny. Do tych zastosowań wolę jednak StarOffice. Zachęcam jednak do wypróbowania wczesnej wersji OpenOffice z jednego powodu: aby się przekonać, czy rezygnacja z pulpitu wpłynęła pozytywnie na sprawność działania programu. Moim zdaniem nie wpłynęła, ale to moje subiektywne odczucie na podstawie normalnej pracy z oprogramowaniem. Nie prowadziłem żadnych szczegółowych testów i nie zamierzam tego robić. Jeśli ktoś ma ochotę – bardzo proszę.

OpenOffice 2.4.2

Ostatnią wersją OpenOffice z „oficjalnym” wsparciem dla Windows 98 jest 2.4.3, ale nie mam i nie mogłem znaleźć instalatora dla polskiej wersji językowej. Umieściłem zatem tutaj edycję 2.4.2.

OpenOffice w tej wersji to już dojrzały, dopracowany pakiet oprogramowania biurowego, zawierający procesor procesor tekstu, arkusz kalkulacyjny, edytor grafiki wektorowej, program do prezentacji oraz (znowu!) bazę danych. Używałem tego oprogramowania przez kilka lat na różnych komputerach pod kontrolą Windows 98 (działa oczywiście również pod XP) i szczerze polecam. Poza nieco przydługim czasem uruchamiania na słabszych maszynach nie znalazłem w nim większych wad. Wiem, że zadeklarowanych użytkowników Microsoft Office nie przekonam, ale osobiście nie znalazłem żadnego wystarczającego powodu, żeby do użytku domowego kupować pakiet firmy z Redmond. Uważam też, że w małym biurze sprawdzi się równie dobrze.

Nie wypowiadam się jedynie o jakości bazy danych, gdyż jej nie używałem. Nie jest to już ADABAS D, lecz nowy produkt o otwartym kodzie źródłowym. Niestety nie jest kompatybilny z Microsoft Access, a opinie o nim jakie w swoim czasie widziałem w Internecie były dosyć krytyczne. To nie znaczy, że nie da się przy jego pomocy założyć jakiejś niewielkiej bazy adresów do korespondencji czy towarów w magazynie. Na pewno się da.

W OpenOffice 2.0 domyślnym formatem dokumentów został OpenDocument Format (ODF) zgodny z normą ISO/IEC 26300, zalecany do wymiany plików przez różne organizacje międzynarodowe, a w Polsce przyjęty (obok TXT i RTF) jako jeden z podstawowych formatów dokumentu tekstowego lub tekstowo graficznego dla administracji publicznej (rozporządzenie Rady Ministrów z 11 października 2005 roku). Oprogramowanie radzi sobie też całkiem nieźle z odczytywaniem dokumentów Microsoft Office (choć nie dotyczy to najnowszych wersji), ale nie są poprawnie obsługiwane dokumenty zawierające makra, a także może „rozjechać się” formatowanie.

Niemal idealna jest natomiast obsługa dokumentów StarOffice. OpenOffice nie tylko bez problemu odczytuje i zapisuje dokumenty w formacie swojego poprzednika, ale w większości wypadków bezbłędnie zachowuje układ dokumentu, a nawet jeśli coś się „rozjedzie” zwykle są to drobiazgi łatwe do poprawienia. Użytkownicy Microsoft Office: czy możecie powiedzieć to samo o wymianie plików pomiędzy starymi i nowymi wersjami tego pakietu?

OpenOffice 3.2.1 (KernelEx)

OpenOffice 3.2.1 to pierwsza wersja wydana po przejęciu Sun Microsystems przez Oracle w 2010 roku i zarazem ostatnia, która daje się uruchomić pod Windows 98, pod warunkiem, że mamy zainstalowane rozszerzenie KernelEx.

Jak na oprogramowanie o którym piszę na tym blogu, pakiet jest stosunkowo nowy. Wprowadzono obsługę ODF w wersji 1.2, ulepszono wsparcie dla makr VBA (Visual Basic for Applications stosowany w aplikacjach pakietu Microsoft Office) oraz możliwość importu dokumentów OOXML (Office Open XML – ISO/IEC 29500) – otwartego standardu opracowanego przez Microsoft i używanego w pakiecie Office.

Dzięki temu znacznie poprawiła się wymiana dokumentów z użytkownikami pakietu Microsoftu, jednak w dalszym ciągu OpenOffice nie może być uważany za równorzędny zamiennik swojego konkurenta.

Oprogramowanie pracuje stabilnie zarówno pod kontrolą Windows 98 z zainstalowanym rozszerzeniem KernelEx jak i pod Windows XP. Właśnie tego używam w domu na co dzień i w procesorze tekstu OpenOffice Writer powstaje zdecydowana większość wpisów do tego bloga. Na moim notebooku nie jest to co prawda demon szybkości, zwłaszcza jeśli chodzi o czas uruchamiania (choć potem praca przebiega już bardzo płynnie) i niekiedy do doraźnego zastosowania chciałoby się uruchomić coś „lżejszego”. W takiej sytuacji zwykle wystarcza jednak systemowy Wordpad.

A w pracy? W pracy używam LibreOffice 4.0.5 i korzystam w pełni z faktu obsługi tego samego formatu plików. Nie mam żadnego problemu, jeśli zaczynam redagowanie dokumentu w domu, a kończę w pracy i na odwrót. Nic się nie „rozjeżdża”, nic się nie przestawia. Jeśli zaktualizuję LibreOffice do nowszej wersji, albo przejdę na Apache OpenOffice, to będę miał tak samo. Też tak macie, „microsoftowcy”?

3 komentarze:

  1. Witaj! Ten blog jest niesamowity! Umiesz tak bardzo uczynić pożytek, że starego sprzętu, że powstrzymałeś mnie od zakupu nowego laptopa :). Od teraz będę stałym czytelnikiem bloga. Pozdrawiam i życzę powodzenia w pisaniu kolejnych postów.

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż... Pisanie takiego bloga jest trudne. Wiele rzeczy wymaga sprawdzania (nawet jeśli używam jakiegoś programu wiele lat, to i tak muszę sobie przypomnieć choćby jak się go instalowało), często łatwiej coś zrobić niż opisać, a ja nie dysponuję dużą ilością wolnego czasu. Pomysłów mam jeszcze sporo, ale nie mam pojęcia, kiedy dam radę to ubrać w słowa. Proszę o cierpliwość.

    OdpowiedzUsuń
  3. Będę sprawdzać co jakiś czas czy nie ma nowego postu.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń